Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Filantrop"

Dlaczego nas to spotkało?

Kiedy urodziła sie Irminka, musiałam nauczyć się żyć na nowo. Gdy byłam w drugiej ciąży, lekarz zapewniał mnie, że wszystko jest w porządku, że dziecko serce ma zdrowe. Długo oczekiwałam na pojawienie się córeczki. Przyszła na świat 17 września 2009 roku o godzinie 5.20 z masą ciała 2360 g i 10 punktów w skali Apgar. Byłam taka szczęśliwa, że synek ma zdrową, śliczną siostrę. Szczęście długo nie trwało. Pielęgniarka, przebierając córkę w trzeciej dobie po porodzie chciała jej zmierzyć temperaturę. Zauważyła, że coś jest nie tak. Okazało się, że córka ma zarośnięty odbyt. Świat w jednej chwili mi się załamał, kiedy usłyszałam, że malutka ma także szmer nad sercem. Nie mogłam zebrać myśli, a ojciec dziecka nie chciał przyjechać, jakby było mu to obojętne.

W szóstej dobie po urodzeniu córeczki przewieziono nas do Katedry i Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Onkologicznej w Szczecinie na zabieg. Niestety, to nie był koniec złych wiadomości. Kiedy przyjechaliśmy, lekarz pytał, czemu tak późno. Po obejrzeniu małej powiedział, że dziecko ma zarośnięcie odbytu z przetoką do przedsionka pochwy, czyli wypróżniała się pochwą. Zaczęła być przygotowywana do zabiegu. Kiedy rozmawiałam z lekarzem, powiedział, że Irminka wymaga nie jednej operacji, ale trzech. Widziałam, jak ciężko było lekarzowi mi to przekazać. Miałam wtedy 19 lat. Siedziałam prawie całą noc przy niej, patrząc na jej malutkie rączki, a kiedy słyszałam, jak płacze, serce mi się kroiło.

Następnego dnia malutka przeszła operację wyłonienia przetoki na esicy, czyli jelicie, by kał mógł wychodzić przez jelito, a nie przez pochwę. W przeciwnym razie doszłoby do zakażenia i mogła by umrzeć. Wtedy już wiedziałam, że czeka nas długie leczenie. Kiedy zatelefonowałam do ojca dzieci, stwierdził, że panikuję i nie przyjedzie. Wiedziałam, że już kogoś ma. Zastanawiałam się, dlaczego my, dlaczego to nas spotkało. Od tamtej chwili się z nami nie skontaktował. Jedno mnie cieszyło, że mam wsparcie w rodzinie, że nie jestem sama, a córeczka po operacji ma się dobrze, ale jednocześnie nie wiedziałam, czy poradzę sobie ze zmienianiem takiemu maluszkowi woreczków i czy nie uszkodzę jelita, ale lekarze mnie tego wszystkiego nauczyli, więc 3 października przywiozłam córeczkę do domu.

Braciszek nie wiedział, co się dzieje i pierwszą jego reakcją na siostrę był płacz. Następne miesiące oczekiwaliśmy na drugą operację stomii. W lutym 2010 roku córka przeszła drugą operację odtworzenia odbytu sposobem Pena, po czym była niewydolna oddechowo, musiała mieć przetaczaną krew i przekazano ją do Centrum Leczenia Urazów Wielonąrzadowych celem wybudzenia i ustabilizowania stanu ogólnego. Kilka dni po operacji córkę zaczęto hegarować specjalnymi metalowymi prętami, co pomogło córeczce podczas wypróżniania się, odbyt jej musi mieć odpowiednia wielkość. Irminka nadal jest dziś hegarowana, choć już nie tak często. W czerwcu przeszła operacje zamknięcia kolostomii. Wydawało się, że to zabieg, ale czekały nas kolejne niespodzianki. Córka doznała niedokrwiennego udaru mózgu w płacie czołowym i ciemieniowym, epilepsji i niedowładu lewostronnego. Została przewieziona na neurologię, gdzie leczono ataki padaczki.

Po wizycie u kardiologa przeżyłam szok: szmery okazały się poważną wadą serca. Stwierdził dwa ubytki miedzy przedsionkowy z przeciekiem dwukierunkowym. Jest to siniczna wada serca. Jesteśmy już po operacji serca. W Klinice w Poznaniu spędziliśmy półtora miesiąca. Malutka złapała ropne zapalenie ucha z bakterią coli i grzybem kandida, przy czym okazało się, że ma kolejną wadę wrodzoną, bo nie ma grasicy – organu odporności i padło podejrzenie zespołu DiGeorge’a.

Igorek bardzo by chciał, żeby Irminka razem z nim biegała, czasem chce bawić się z nią w berka, ale tłumaczę mu, że jego siostrzyczka nie umie biegać ani chodzić. Wychowuję dzieci sama i nie jestem w stanie opłacić córeczce rehabilitacji. Dlatego zwracam się z prośbą o pomoc dla Irminki. Wpłat można dokonywać na konto Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”, Stawnica 33, 77-400 Złotów: 89-8944-0003-0000-2088-2000-0010, z dopiskiem „Na leczenie Irminy Rychlickiej”.

 ANITA RYCHLICKA

      

                                                                         

 



 
Finansują:
Pomagają nam:
strony www, aplikacje dedykowane